SMV (sexual market value) – czyli męska atrakcyjność + praktyczne porady
Temat wartości rynkowej mężczyzny na „rynku randkowym” wraca ostatnio jak bumerang – w podcastach, na forach, w rozmowach ze znajomymi przy piwie. Skrót SMV (od Sexual Market Value) brzmi trochę jak żargon z ekonomii, ale w gruncie rzeczy opisuje to, że jedni mężczyźni „grają” w tej grze na wyższym poziomie niż inni, i że to jest kwestia konkretnych, policzalnych czynników. Ja lubię sobie trochę wyobrażać że gram w grę, w której mogę cały czas ulepszać swoje skille. Taka trochę gra zwana życiem. Możesz cały czas dokładać kolejne punkty do ulepszania swojej postaci w takich aspektach jak:
– Atrakcyjność fizyczna
– Status społeczny (Twoja pozycja)
– Finanse (Twoje zasoby)
– Pewność siebie (Twoja gra)
Im bardziej masz zbudowane powyższe „filary”, tym bardziej pożądanym facentem jesteś na rynku matrymonialnym, a wiesz co w tym wszystkim jest najlepsze? Że na to wszystko masz wpływ (niestety prócz jednego czynnika którego powyżej nie wymieniłem – czyli wiek). W tym artykule rozłożę Ci to zagadnienie na czynniki pierwsze i opisze szerzej każdy z nich + dodam parę praktycznych wskazówek jak SMV podnosić.
Wiek, a szczyt atrakcyjności – mężczyźni v kobiety.
W kontekście SMV czas działa na mężczyzn i kobiety zupełnie inaczej. U kobiet atrakcyjność fizyczna, w oczach większości mężczyzn, osiąga swój szczyt stosunkowo wcześnie – gdzieś między dwudziestym a dwudziestym piątym rokiem życia. To okres, w którym organizm kobiecy sygnalizuje najwyższą płodność, a to właśnie ten sygnał ewolucyjnie przyciągał uwagę mężczyzn od tysięcy lat. Nie jest to żadna krzywda ani ocena wartości człowieka jako takiego – to po prostu mechanizm biologiczny, który działał na długo zanim ktokolwiek wymyślił aplikacje randkowe.
Natomiast u mężczyzn sprawa wygląda zupełnie inaczej. Męskie SMV rośnie znacznie dłużej i swój szczyt osiąga zazwyczaj między trzydziestym a czterdziestym rokiem życia, a u wielu facetów utrzymuje się na wysokim poziomie jeszcze długo po czterdziestce. Dlaczego tak jest? Bo kobiety w przeciwieństwie do tego, co sugeruje popkultura – w mężczyźnie szukają przede wszystkim zdolności do zapewnienia bezpieczeństwa, stabilności i zasobów, a to są rzeczy, które buduje się latami, nie przez jedną dobrą sesję na siłowni.

Grafika zainspirowana stroną: rationalmale.wordpress.com
Facet w wieku dwudziestu dwóch lat, nawet jeśli ma świetną genetykę, rzadko ma jeszcze ugruntowaną pozycję zawodową, oszczędności czy dojrzałość emocjonalną, która przychodzi z doświadczeniem. Weźmy choćby przykłady znanych mężczyzn, którzy w oczach opinii publicznej stali się dopiero po trzydziestce czy czterdziestce naprawdę atrakcyjni – nie dlatego, że nagle zmienili twarz, tylko dlatego, że zbudowali coś więcej: markę osobistą, pozycję, pewność siebie, którą daje sukces i doświadczenie. George Clooney w wieku dwudziestu lat był przystojnym, ale przeciętnym aktorem drugiego planu – jego prawdziwy „peak” przypadł na czwartą i piątą dekadę życia, kiedy do urody doszły pieniądze, status i charyzma wypracowana latami.
Różnice między męską a kobiecą atrakcyjnością – dlaczego my musimy na to pracować latami..
Atrakcyjność kobiety w oczach mężczyzny w ogromnej mierze opiera się na cechach wrodzonych – proporcjach twarzy, sylwetce, młodości. Oczywiście, wiadomo.. kobieta też może na siebie popracować, zadbać o formę, styl czy pewność siebie, jasne, ale bazowy fundament jest w dużej mierze dany od urodzenia i nie wymaga tylu lat budowania.
Z mężczyznami jest inaczej. Owszem, genetyka też ma znaczenie – wysoki wzrost czy ładna linia szczęki to atuty, których nie da się w pełni wypracować ale prawda jest taka, że przeciętny mężczyzna, który w wieku dwudziestu lat nie ma jeszcze zbudowanej żadnej wartości poza samą urodą, w oczach większości kobiet nie jest jeszcze „gotowym produktem”. Musimy pracować na swoją wartość praktycznie przez całe dorosłe życie – rozwijać się zawodowo, zwiększać swoje zasoby finansowe, dbać o formę fizyczną, wspinać się po drabinie statusu społecznego.
I szczerze mówiąc powiem Ci że to dla nas facetów dobra wiadomość.. Fakt, że jako mężczyzni możemy realnie budować swoją atrakcyjność przez dekady, oznacza, że nigdy nie jest za późno, żeby zacząć nad sobą pracować, a dodatkowo mamy olbrzymi wpływ na to. W przeciwieństwie do młodości, której nie da się kupić ani odzyskać, status, pieniądze, formę fizyczną i pewność siebie można budować praktycznie w każdym wieku.
Status, zasoby i pozycja społeczna
Dobra. Zacznijmy od filaru, który najbardziej odróżnia nas mężczyzn od kobiet w kontekście atrakcyjności – czyli status i zasoby. Status społeczny to nie jest tylko to, ile masz na koncie. To Twoja pozycja zawodowa, autorytet w grupie znajomych czy w pracy, to kogo znasz i kto zna Ciebie, szacunek jakim się cieszysz wśród innych ludzi, opinia o Tobie, oraz sieć wartościowych kontaktów, którą zbudowałeś przez lata. Mężczyzna, który jest liderem w swojej branży, do którego inni przychodzą po radę, który ma szeroką sieć znajomości i który potrafi „coś załatwić” – taki mężczyzna emanuje czymś, czego nie da się podrobić samym ubraniem czy siłownią.
Zasoby finansowe to również niesamowicie istotny aspekt. Zarobki, oszczędności, nieruchomości, ogólna niezależność finansowa – to wszystko czynniki które budują w kobiecie (często nieświadome) poczucie, że taki mężczyzna jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo, zarówno sobie, jak i ewentualnej rodzinie. Wielu facetów mówi że kobiety lecą na hajs, ja bym powiedział inaczej – kobiety lecą na facetów ogarniętych którzy ten hajs potrafią zarabiać. Nie chodzi tu o to, żeby „kupować” czyjeś zainteresowanie, tylko o to, że niezależność finansowa daje mężczyźnie spokój, pewność siebie i możliwość życia na własnych zasadach, a to jest coś, co czyć na kilometr.
Kolejna rzecz to ambicja i pracowitość, czyli potencjał do zdobycia zasobów w przyszłości. Dajmy na to że jesteś dwudziestoparoletnim gościem, który jeszcze nie zarabia dużych pieniędzy, ale masz jasny plan, ciężko pracujesz aby coś osiągnąć i widać w Tobie determinację. I własnie o to chodzi, to jest bardzo atrakcyjne właśnie dzięki temu potencjałowi jaki Ty masz.
Kobiety, podobnie jak w naturze zresztą wiele gatunków – potrafią wyczuć, kto ma w sobie „napęd”, a kto już na starcie się poddał. Elon Musk w młodości nie miał jeszcze fortuny, ale miał obsesyjną wręcz ambicję i wizję i to właśnie ten typ energii bywa dostrzegany długo zanim pojawią się realne pieniądze.
Atrakcyjność fizyczna – Co możesz rozwijać?
Fizyczność to filar który jest jednym z najważniejszych elemntów tej całej układanki, dlatego że jeżeli jesteś atrakcyjnym gościem, masz od razu na starcie ułatwiony start przy poznawaniu kobiet, one dają Ci więcej szans aby się zaprezentować. Dopiero jeżeli atrakcyjnośc jest to wlatują inne aspekty jak Twoja pewnośc siebie, charakter, Twoja „gra”.
Zacznijmy od wzrostu, bo to temat, który wywołuje najwięcej frustracji. Statystyki i badania nad preferencjami są dość bezlitosne – wzrost to jeden z najbardziej pożądanych przez kobiety atrybutów fizycznych u mężczyzn. To akurat jest coś, na co nie mamy wpływu, więc zamiast się tym zamartwiać, lepiej skupić się na tym, co realnie leży w naszych rękach.
Budowa ciała to już zupełnie inna bajka, bo tutaj mamy pełną kontrolę. Odpowiednia masa mięśniowa, niski poziom tkanki tłuszczowej, szerokie barki i wąskie biodra – czyli tak zwana sylwetka w kształcie litery V – to fizyczny ideał, który od dekad powtarza się w badaniach nad atrakcyjnością i który każdy mężczyzna może wypracować na siłowni przy odpowiedniej diecie i konsekwencji. Nie trzeba być kulturystą – wystarczy sylwetka wysportowana, zadbana, proporcjonalna.
Genetyka twarzy to kolejny element, w którym granica między tym, co dane, a tym, co da się poprawić, jest cieńsza niż mogłoby się wydawać. Symetria twarzy, wyraźnie zarysowana linia szczęki, gęste włosy i zdrowa cera – to wszystko wpływa na pierwsze wrażenie. Część z tego to genetyka, ale spora część – jak stan skóry, kondycja włosów czy nawet ułożenie brody – zależy od stylu życia, diety, snu i pielęgnacji, czyli rzeczy, na które mamy realny wpływ.

I tu dochodzimy do rzeczy, którą lubię najbardziej w tym temacie, bo to obszar stuprocentowo zależny od nas – czyli prezencja. Dobrze dobrane ubrania, odpowiedni zapach, zadbane dłonie i fryzura. To detale, które nie wymagają ani dobrej genetyki, ani lat pracy na siłowni, a potrafią zmienić odbiór mężczyzny w kilka tygodni. Znam wielu facetów, którzy nie zmienili nic w swojej sylwetce, a po prostu nauczyli się dobierać ubrania pod swoją budowę ciała i zaczęli dbać o detale – i nagle zaczęli być postrzegani zupełnie inaczej.
Pewność siebie i gra społeczna
Można mieć świetną pracę, dobre ciało i drogi zegarek, ale jeśli brakuje pewności siebie, cała reszta traci mocno na wartości. Pewność siebie to przede wszystkim brak lęku przed odrzuceniem, asertywność oraz wysokie, ale stabilne poczucie własnej wartości – nie chodzi tu o aroganckie zadzieranie nosa, tylko o wewnętrzny spokój, który sprawia, że mężczyzna nie potrzebuje ciągłego potwierdzenia z zewnątrz.
Kolejny element to umiejętności społeczne, czasem nazywane po prostu „grą” – czyli charyzma, poczucie humoru, umiejętność prowadzenia ciekawej rozmowy i flirtu. To coś, czego nie da się kupić w sklepie, ale co można trenować dokładnie tak samo jak mięśnie na siłowni – poprzez praktykę, wychodzenie ze strefy komfortu i naukę na własnych błędach. Facet, który potrafi rozbawić towarzystwo i poprowadzić rozmowę tak, że inni chcą w niej uczestniczyć, będzie postrzegany jako atrakcyjny niezależnie od tego, ile zarabia.
Ostatni składnik tego filaru to coś, co można nazwać męską energią – czyli umiejętność podejmowania decyzji, branie odpowiedzialności za siebie i innych oraz stoicyzm rozumiany jako kontrola nad emocjami. Mężczyzna, który w kryzysowej sytuacji zachowuje spokój, bierze sprawy w swoje ręce i nie panikuje, budzi w innych – nie tylko w kobietach, ale też w kolegach czy współpracownikach – naturalne zaufanie i szacunek. To cecha, którą widać u wielu liderów, dowódców czy po prostu ojców rodzin, którzy w trudnych momentach stają się punktem oparcia dla innych.
Praktyka – co możesz zrobić już dziś, żeby realnie zwiększyć swoje MSV?
Teoria teorią, ale najważniejsze pytanie brzmi – co z tym wszystkim zrobić w praktyce, w poniedziałek rano, a nie kiedyś tam w przyszłości. Zacznijmy od statusu i zasobów, bo to obszar, w którym najłatwiej o wymówki typu „to wymaga lat”. Prawda jest taka, że pierwszym krokiem nie jest podwojenie pensji, tylko zrobienie uczciwego audytu tego, gdzie dziś stoisz zawodowo i finansowo – ile zarabiasz, ile odkładasz, czy masz jakiś plan rozwoju kariery na najbliższe dwa lata, czy tylko płyniesz z prądem. Facet, który zamiast oglądać kolejny odcinek serialu wieczorem, poświęca godzinę na kurs podnoszący kwalifikacje albo na budowanie dodatkowego źródła dochodu, w ciągu roku czy dwóch potrafi radykalnie zmienić swoją pozycję. Warto też świadomie budować sieć kontaktów – iść na branżowe wydarzenia, odzywać się do ludzi, których się podziwia, zamiast czekać, aż okazje same przyjdą. Dobry przykład to typowa droga wielu przedsiębiorców – nie zaczynali od kapitału, tylko od uporczywego budowania relacji i reputacji w swojej branży, aż w pewnym momencie zasoby przyszły niejako przy okazji.
Jeśli chodzi o fizyczność, tu recepta jest brutalnie prosta, choć niełatwa w wykonaniu – trzy, cztery treningi siłowe w tygodniu, pilnowanie białka w diecie i cierpliwość, bo sylwetka w kształcie V nie powstaje w miesiąc, tylko w rok czy dwa regularnej pracy. Konkretny przykład – facet o wadze osiemdziesięciu kilogramów z nadwagą brzucha, który przez rok trzyma deficyt kaloryczny i trenuje siłowo trzy razy w tygodniu, po dwunastu miesiącach jest wizualnie zupełnie innym człowiekiem, mimo że wzrostu ani rysów twarzy oczywiście nie zmienił. Do tego dochodzi prezencja, czyli najszybszy „hack” w całym tym temacie – jedna wizyta u dobrego fryzjera, jedna sesja zakupowa z kimś, kto zna się na stylu, albo choćby przejrzenie swojej szafy i wyrzucenie ubrań, które źle leżą, potrafią zmienić pierwsze wrażenie w ciągu jednego popołudnia, bez czekania na efekty siłowni.
Pewność siebie i umiejętności społeczne buduje się najlepiej przez ekspozycję, czyli zwyczajne robienie tego, czego się boisz, aż przestaje to być straszne. Jeśli masz problem z podejściem do nieznajomej osoby na mieście czy z zabraniem głosu na zebraniu w pracy, najskuteczniejszą metodą jest robienie tego małymi krokami, ale regularnie – na przykład zagadywanie do jednej nowej osoby dziennie przez miesiąc, niezależnie od kontekstu, tylko po to, żeby oswoić mózg z dyskomfortem odrzucenia. Wielu mężczyzn, którzy dziś uchodzą za charyzmatycznych mówców czy towarzyskich lwów salonowych, w młodości byli nieśmiali – różnica polega na tym, że zamiast unikać niekomfortowych sytuacji, świadomie się w nie pakowali, aż stały się naturalne. Podobnie z męską energią i stoicyzmem – to ćwiczy się poprzez branie na siebie odpowiedzialności nawet w małych sprawach, na przykład przestanie zwalać winy na okoliczności, kiedy coś nie wyjdzie, i zadawanie sobie pytania „co ja mogłem zrobić inaczej”, zamiast szukać usprawiedliwień.
Wreszcie wiek – tu nic nie „zrobisz” w sensie dosłownym, ale możesz zmienić swoje podejście do niego. Zamiast traktować dwudziestkę jako czas na życie bez planu, a czterdziestkę jako powód do kryzysu wieku średniego, warto zobaczyć w tym harmonogram – jeśli masz dwadzieścia parę lat, twoim zadaniem jest teraz sadzić drzewa, pod którymi będziesz siedział po trzydziestce. Jeśli masz już po trzydziestce czy czterdziestce, to prawdopodobnie właśnie wchodzisz albo już jesteś w swoim najlepszym okresie – warto to wykorzystać, zamiast czekać na coś, co już się dzieje.
Podsumowanie – co z tym wszystkim zrobić?
Jeśli wyciągnąć z tego jedną najważniejszą lekcję, to taką, że męska atrakcyjność to nie jest jeden przełącznik, tylko cały system naczyń połączonych. Status, pieniądze, fizyczność, pewność siebie i wiek działają na siebie wzajemnie i wzmacniają się nawzajem – facet, który zaczyna dbać o ciało, zwykle zyskuje też więcej pewności siebie, a to przekłada się na lepsze relacje w pracy i większy szacunek otoczenia. Dobra wiadomość jest taka, że w przeciwieństwie do kobiet, które w dużej mierze „dostają” swoją atrakcyjność od natury i czasu, mężczyźni mają realny wpływ na niemal każdy z tych filarów – i to niezależnie od wieku. Jeśli masz dwadzieścia pięć lat i czujesz, że jeszcze wiele przed tobą – to dobra wiadomość, bo twój szczyt dopiero nadejdzie. Jeśli masz czterdzieści lat i myślisz, że pociąg już odjechał – to jeszcze lepsza wiadomość, bo statystycznie właśnie wchodzisz w najlepszy okres swojego życia pod tym względem. Kluczem jest konsekwentna praca nad sobą na wszystkich frontach naraz, a nie czekanie, aż coś samo się zmieni.



